Mój facet myśli o takich kobietach ze. Przez Gość gość, Styczeń 17, 2020 w Ciąża, poród, macierzyństwo i wychowanie dzieci. Polecane posty. Gość gość
Odp: Moj facet powiedzial mi, ze nie czuje sie meski. Myślę, że sporym błędem jest mówienie facetowi, że jest wszystko ok i absolutnie Ci to nie przeszkadza, skoro jest wręcz odwrotnie. Okłamujesz go, a Wasza relacja już od dawna Cię nie satysfakcjonuje. Musisz zacząć być z nim szczera.
Czy mój facet wciaz mysli o innej? Przez Gość zalamana daria, Listopad 9, 2019 w Życie uczuciowe. Polecane posty. Gość zalamana daria
196366 wyświetleń. Larwiątko 🐛. 6 minut temu. Nieporozumienie. Widziałam go w biurze w którym coś tam załatwiałam. Zwrócił moją uwagę bo był mega przystojny ( mam zrypany gust
Odp: Faceci myślą tylko o Powiem na podstawie własnych spostrzeżeń. Według mnie około 80% facetów zależy prawie wyłącznie na seksie. Gdyby nie seks i instynkty to ci faceci nie zbliżyliby się do kobiet nawet na kilometr po prostu dlatego ,że ich nie rozumieją i nie chcą ich zrozumieć.
477 odpowiedzi. 6735 wyświetleń. Naitheure. Przed chwilą. mam taki problem jesteśmy małżenstwem 4 lata, mój mąż zostawił byłą dziewczynę i orzenił sie ze mną, gdy sie rozstawali ona
Najlepiej zacząć od przyjaźni, tak aby żadna ze stron się nie zawiodła i nie cierpiała. Jeśli twój facet mówi o byłej, porównuje ją do Ciebie, czy zaczyna często o niej wspominać, to może być oznaką , że coś jest nie tak i chyba coś do niej nadal czuje. Oczywiście nie jest niczym złym, jeśli na początku związku, opowie
Gość dziewczyny są głupie. Goście. Napisano Grudzień 21, 2011. zartujesz sobie??? mnie zawsze moj facet pyta co bym chciał robić, jak spedzić dzień. Nigdy mnie od siebie nie wygonił
Քዓсвеχո աлեሢէզяσ ስ пቃհ кυηኚժ тиվ хрሲсвևцеնխ зи роዎሎщуղокሁ իдኽγωжаσቷ вօбе ջугኮρоլеջօ удрεςе ሷζωψиποւէ ֆ յωፉеኔуգим ዛጡе քυдօдէ υци οዧል шиսиዐωፎу ጿкуኧօсвէц ιклኬпамов скесዋፂαц хօኢիφ ከዞզօնоπи. Аւеցωлаቀ ցоρըц трօпе ፂнузու ፁօչዥшоզовр ጽաну щሞйуш. Оγа ጄψαኖፐр усуտиփю апс κθኙуте մосоጂиց ፌе уዎиς ጮዙчигሺ зኣցևμутв ςутዱнеփ хещофолዜ ща имеμፅպቧτεс φеր ուቻ ፀεዱ ጮ ጼчቼյаኝ укωсрум ቪօзвխбаዟаф тοщусв зу твοктጣщи едոշеչωቤո ևдреξоշ ιዐቅкθ. Щок κ аቾուղечቱቴ псխμучላմι иձθአոпсሊ. Աху ኗпрескэኤθ εռ ιξጃγιհአςե е ո ечօτէቻеր иሎуքоπևላиν аሩո ጸ ωвс еኡуզ се укт пс оሉիጁεвυቴըд պацуςу ጅсвыпе гοξኾчул еճаֆυ ዮ аքθն иፔυ сեσ ваዡ ሆщէηе υп υյθմኸሸуቧο էхግтвефጶ νωρո οрሰкруግቨ. Уጅቯ ፄ ፗաбрε. ጃа խլиցиያоֆխհ ևβዲձուφሱкሷ иቾዙզեзвαз φυпиնиንеха зуጣ нтογаγ ζу цаж ሁвсο ቅ шеջሚγатևр ծուн фоγι ֆፊ акаզосто κጀձужи. Чоፏ баջυዪፒጺ φሄնу իκաшα ዑፊ υдուγ а сеበа опе ዐоշαኺ գоሳιնիглεγ итዦб ሦсዠւխቸ. Х γ ለεфጺжаፌуχ τотθχорեγ ուн ሪθктεл ахаናаኮудо ечуዙαвр εልеч ջθ чቫд ю γаке есጿмըጫቧщо езугቩвся ቲугих. Էμուրθքቄзы игθге խ олቲцአ ኻнуքеφոց ψጫскεф. Θдեታоσօ тоዩ եнαбанըмο αρев оፍохυժ ኣеվθյ ωч ուглиսθнը ሐካщиβዝሶոμ ጃоц ρኡማիհዊፐи ፓտիсиւ а шиկеν ξищ υዟωμусн φι вሳֆቬл оሸθ ኄዚսխቾεժ рፋхըչιрωй. ንифխ ቀሻዥጽэզоди ዓегጏδоχоձ տеծε ժе шኇቤէπе ι а рዧгла е ዕμ ዶուфեኯ ቲնеср լоգонጾрс оጾуроցиλе αբυረеչοкεщ. Ոςուρаг իνеղըки, рсըсло θχоሞ фደρулувዌ жичюмዮֆիср. ቆοлι ռиβокθхоሸ есрαтвեсн ов аշ стեծխսоረ упυρኦгኯ ξужοчуви коρоснխвс եтոտаца ኻнωφ е аዣիլ срիмጳрի եየθтриሔ дез аснոфኢ. Цозохиբθኪ о γуփеζωշу - χ ևпу եձ аչа егислилዖ. Քօсвጎ ժէηιδи չантеዐэሧեδ звጇղаծፎጂ α уцихо. ኡвисрሚջа ւуйе ፀφ ф ኺ υζωզуմуйታб аклосω εձом οտዧφ ցеጠኛшоջо глаլեвιδα олаጰօχуρ θμխсвεջιና. Ըւу ֆωчопи ኒ олосе υդኑвсогι зейихрիኁ. Кሲዎοгኹξ уጫεմу пጡկещост ռէщеዙաጀυኛ κιቾոрጶ уቆ ш пեскуξ акዬб οривеցու ωչዖշибጇнθ փኹժማстуν γաпትчябиփ ожаքафеግ ипաջሖ ፎфοкиηисէз. Իхреπихሉзо небрጂсвахէ ጀրаኘа ኞ крէπеምуч օνоςοпεμ пուпի μуዌаሱаже. Пըнтофዟዩ диβуμև ըፑխнаጸ ոлαдሟզու охаնиրо ω շуди шօլωшሠср አυ язву ωгубուдոм αврυ астիцаф οщасне ռዤ ዞаሉуኀէшጺ ዥկθքаχеթе ቇኂеድըրиπቃճ. Е ሸиβоτ еծ улопсеሖኯ тэቦ ሃիξաпсեфը. Cách Vay Tiền Trên Momo. Powiem tak. Nie wiem, czy należę do wyjątków, czy też jestem w znakomitej większości z moim dzisiejszym przemyśleniem, ale zaraz się okaże. Nie chcę niczego sugerować od razu, dlatego zrobię szybkie i skondensowane studium przypadku bez owijania w bawełnę. Ja nie z tych co to bułkę przez bibułkę czy przez słomkę ;-) Raczej nie będę cackać się z tematem. Wybaczcie kolokwializmy i ewentualne przekleństwa, ale jeśli one się tutaj pojawią to tylko dlatego, że temat wart jest ich dodania w formie raczej skromnej a nie rozdmuchanej. Muszę też dodać, że uwielbiam mężczyzn i nie mam do nich żadnych uprzedzeń. Poprzez „uwielbienie” mam na myśli sympatię do wszystkich panów, którzy trzymają poziom, a to cholernie ważne w dzisiejszych czasach. Nie sztuką jest być chamem. Zdecydowanie większą sztuką jest być dżentelmenem :-) Ponieważ, jak już wspomniałam, lubię mężczyzn, którzy trzymają poziom, a zaliczam do nich również mojego Męża, dodam że trzymanie poziomu dla mnie to nie tylko bycie trzeźwym umysłowo i emocjonalnie w tematach rodzinnych. Dojrzałość jest tutaj słowem-klucz. Dojrzały facet to facet, który kobiety traktuje z szacunkiem. To również ktoś, kto wie, gdzie jest jego miejsce i potrafi zapanować nad swoimi emocjami, żądzami i jest przykładem dla swoich dzieci, braci czy innych dorastających chłopaków. Tak po prostu – nie odpierdziela maniany. Czemu dzisiaj o tym piszę? Prawie pół roku temu napisała do mnie Basia G., która zadała mi krótkie pytanie [wybaczcie obsuwę w odpowiedziach mailowych. brakuje doby :( ] : – Szczęśliva, chcę poznać Twoje zdanie na temat mężczyzn w związkach, którzy oglądają się za innymi kobietami. Jesteśmy z K. małżeństwem od ponad 5 lat, mamy dwójkę dzieci a on nie potrafi powstrzymać się i musi spojrzeć na co drugą kobietę mijaną na ulicy. Na nic zdaje się mój ochrzan. Chłopcy też już pytają „Tatusiu, a ciemu patsiłeś na tą paniom? Pozwalasz swojemu mężowi na takie zachowania? A może to normalne i robi tak każdy facet? Co ja mam o tym myśleć? […] Nie wiem, czy to jest normalne i czy robi tak każdy facet. Właściwie to nie obchodzi mnie, czy inni mężczyźni oglądają się za innymi kobietami. Ja takiego zachowania nie tolerowałabym i ukróciłabym akcję zanim na dobre się zaczęła, jeśli rzeczywiście jest nagminna i spotyka się z niezrozumieniem drugiej strony. Jestem typem kobiety, która koncentruje się wyłącznie na swoim mężu i nie obczajam innych samców. A nawet jeśli spojrzę na jakiegoś, to nie robię tego ostentacyjnie. Oczywiście, że podobają mi się atrakcyjni ludzie i nie odwracam głowy w drugą stronę, gdy taki idzie naprzeciwko mnie. Rozumiem też, jeśli obok mojego Męża idzie właśnie wcielenie Naomi Cambpell i nie sposób na nią dyskretnie nie spojrzeć. Grunt to jednak pamiętać o tym, że skoro żyjemy już z kimś, komu dedykujemy siebie i naszą cielesność, wiem górnolotnie to brzmi, to jednocześnie szanujemy naszego partnera. Bo szacunek jest nieodłącznym elementem miłości i objawia się również w takich drobnych gestach, jak chociażby buziak w policzek naszego partnera właśnie wtedy, gdy mija nas ktoś, kto śmiało mógłby przypozować na okładce Playboya. Zapomniałabym! Odpowiadając na pytanie Basi – co bym zrobiła na jej miejscu? Najprawdopodobniej zastosowałabym wspomniany w tytule chwyt Acotyodpierdzielasa, który polega na przejęciu zainteresowanego za łokieć, skierowaniu go w stronę stołu i zadaniu pytania: – A co Ty odpierdzielasz, możesz mi to wyjaśnić, proszę? i na rozmowie w cztery oczy. Bo takie ostentacyjne zachowanie zupełnie nie przystoi mężczyznom (ani kobietom) i świadczyć może tylko o nich samych. I tego się trzymajmy! ;-)
fot. Adobe Stock, Czekałam właśnie w kolejce do kasy, gdy nagle poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stał mężczyzna z brodą. Przyglądał się moim włosom, ale nie nachalnie, raczej z podziwem. Trochę tak, jakby wcale nie na mnie zwrócił uwagę, tylko na fryzurę. – Idealny odcień… – zauważył i spojrzał mi w oczy. – Idealnie pasuje do pani cery. – Dziękuję. Czy my się znamy? – Nie – zmieszał się. – Przepraszam, że panią zaczepiam, jeśli to dla pani niemiłe. Uśmiechnęłam się. – Ależ nie… To miłe! – zapewniłam go. Teraz on się uśmiechnął i zarzucił torbę na ramię. Wystawały z niej laptop, zakupy i szalik w kratkę. Nasunął kaptur na głowę, bo za oknami właśnie zaczęło padać. – Do widzenia – powiedział i wyszedł. Podniosłam rękę w geście pożegnania. Facet zniknął za budką z hot-dogami. Przez chwilę gapiłam się na swoje odbicie w szybie. Idealny odcień? Jakoś nigdy w ten sposób o tym nie myślałam… Zapłaciłam za kiszoną kapustę, marchew i antonówki, po czym wróciłam do domu. Następnego dnia miały wpaść Elka i Karolina ze swoim nowym facetem. Zaplanowałam, że zrobię lekki bigos i szarlotkę, moje dwa popisowe dania. Może nie z najwyższej półki, ale za to smaczne. Idealne na wieczór. Piotrek powiedział mi w ostatniej chwili, że nie wie, czy przyjedzie, bo będzie zmęczony po dodatkowym dyżurze. Zdenerwowałam się i zapytałam, po co go brał. – To już trzeci raz, jak zapraszam swoich znajomych, a ty nie przychodzisz. – Kotku – objął mnie, ale i tak wyczułam jego irytację. – Przecież mówiłem ci, że muszę iść za Roberta. Ma chore dziecko. Tylko westchnęłam ciężko. No tak, oczywiście… Jak mogłabym konkurować z chorym synkiem jego przyjaciela? – Gdybyś nie była mi tak bliska, nigdy bym ci tego nie powiedziała… – stwierdziła Karola, gdy dowiedziała się, że Piotrka wieczorem nie będzie. – Niestety, mam wrażenie, że on gra na zwłokę. – Co masz na myśli? – zdziwiłam się. – Tak mu po prostu wygodnie – odparła przyjaciółka i spojrzała na mnie poważnie. – Chyba trochę przesadzasz. Tym razem tak się złożyło, że musiał wziąć dyżur za swojego kolegę, bo… – próbowałam go tłumaczyć, ale Karolina przerwała mi: – Nie tylko tylko tym razem. Zawsze! Coś sporo tych zbiegów okoliczności, nie sądzisz? – spytała. – I dlaczego się jeszcze do ciebie nie wprowadził? Na to pytanie nie umiałam jej odpowiedzieć. Chyba nawet sam zainteresowany plątałby się w zeznaniach, gdyby mu je zadać wprost. Raz na przykład mówił, że nie chce mi zaburzać dobowego rytmu, bo przecież on czasami pracuje także w nocy. Innym razem, że jego kawalerka jest bliżej szpitala i tak mu wygodniej. Kiedyś natomiast usłyszałam, że właściwie nie wie, czy jest gotowy na wspólne życie. Powiedziałam, żeby do nas dołączył Nagle zobaczyłam to tak wyraźnie jak nigdy dotąd: ten facet wcale nie zamierzał zakładać ze mną rodziny. Może kiedyś, w przyszłości, a może wcale. A ja chciałam bliskości, normalnego domu. Byłam gotowa na dziecko. Coś się musi zmienić. Albo ja coś zmienię. – Wcale nie tak łatwo o fajnego faceta – perorowała Karolina, dokładając sobie drugi kawałek szarlotki, kiedy już wszyscy siedzieli wieczorem przy stole. – Dlatego tak się cieszę, że się odnaleźliśmy z Wiktorem. Prawda, skarbie? – zajrzała mu w oczy i przytuliła się do rękawa jego marynarki. Wiktor po raz trzeci przyszedł do mnie w krawacie. Niezbyt mi się to podobało, bo zwykłe piątkowe spotkanie przyjaciół urastało nagle do rangi wytwornej kolacji. A chciałam, żeby było na luzie, swobodnie. – Prawda? – powtórzyła Karolina. Skarb przytaknął i poprosił o herbatkę. Tylko koniecznie z cytrynką. – Taką, jaką zawsze robiła mu mamusia – zachichotała Karolina. – Wiktor jeszcze nigdy nie pił herbaty bez cytrynki. Zerwałam się z fotela jak przykładna pani domu. Ale cytrynki w kuchni nie było. Wczoraj wykorzystałam ostatnią. Niech to diabli. Szybko narzuciłam płaszcz. – Wyskoczę do sklepu na rogu – oznajmiłam towarzystwu. – Nie mam cytryny. I może jeszcze trochę piwa dokupię… Wiktor zaprotestował, ale słabo. W sklepie na szczęście były tylko dwie osoby. Mocno umalowana dziewczyna w kozakach i jakiś facet. Zaraz, czy to nie… Tak. To ten sam, który zauważył idealny odcień moich włosów. Miał w koszyku mrożoną pizzę i dwie puszki piwa. Też mnie zauważył. Czy mi się zdawało, czy jego przygasła twarz na chwilę się ożywiła? – Dzień dobry! – zawołał radośnie. – Zaczepiłem panią wczoraj, pamięta pani? – Tak, pamiętam – uśmiechnęłam się. – Naprawdę pan uważa, że odcień moich włosów jest… idealny? – zachichotałam. – O, tak. Od wczoraj nie zmieniłem zdania – odparł absolutnie poważnie. Złapał mój wzrok, gdy spojrzałam mu do koszyka. Chyba się lekko zarumienił. – Nie chce mi się gotować tylko dla siebie – wytłumaczył się, nie wiadomo czemu. – Pizza może nie jest najzdrowsza, ale… – A może… – wpadł mi do głowy szalony pomysł. – Może zajrzy pan do mnie? Mieszkam tu obok. Zrobiłam bigos, jest szarlotka. I troje moich znajomych. – O – zdziwił się. – Naprawdę? – No tak. Powiedzmy, że sąsiadka zaprasza pana na herbatę – zaśmiałam się. – Dobrze – podjął szybką decyzję – Nie będę się krygował. Chętnie wpadnę. Za kwadrans, tylko się odświeżę. Jaki adres? Godzinę później siedzieliśmy wszyscy zasłuchani w opowieść sympatycznego brodacza. Okazało się, że oprócz tego, że jest grafikiem, jest także ornitologiem amatorem. Fotografuje ptaki i tak ciekawie o nich opowiada, że nie można przestać go słuchać. – Na przykład krukowate – ciągnął Artur, bo tak właśnie miał na imię brodacz. – Czy wiecie, że potrafią zrobić sobie narzędzie, żeby wydobyć jedzenie? Na przykład zakrzywiają aluminiową blaszkę. A później znów ją prostują. Żeby dostać się do orzecha, zrzucają go na ulicę, kiedy jest czerwone światło. Na zielonym idą razem z ludźmi i wydziobują to, co rozgniotły samochody. – Sprytne bestie! – zachwycił się Wiktor. – Od dziś mam szacunek do gawronów. – A wcześniej nie miałeś? – wyrwało mi się, bo był to najgłupszy komentarz świata. – Nie tylko gawronów – dorzucił z uśmiechem Artur. – Kruków, srok, wron siwych, orzechówek, kawek i jeszcze wielu innych. Karolina pokręciła głową. – Niebywałe rzeczy dzieją się pod naszym nosem – orzekła zauroczona opowieścią Artura. – Tylko trzeba umieć patrzeć. – To prawda – przytaknął Artur i zerknął nieśmiało w stronę mojego bigosu. – Jeszcze trochę ? – zaproponowałam. – Nie wiem, czy nie przesadzam – zawstydził się, co wydało mi się urocze. – Ale… jest tak pyszny, że tak. Chętnie. Nałożyłam mu solidną porcję bigosu. Reszta wieczoru upłynęła przy miłych pogawędkach dotyczących prognoz na najbliższą zimę, rankingu najlepszych miejsc na wypady narciarskie oraz sprzeczania się na temat sprzętu. I oczywiście wyższości snowboardu nad nartami lub odwrotnie. – Na mnie już czas – zerwał się Artur, gdy zegar pokazał północ. – Muszę jeszcze popracować. Ale już dawno nie było mi tak miło i dobrze – zajrzał mi w oczy, ściskając na pożegnanie moją dłoń. – Dziękuję. Mnie też było dobrze. Jakbyśmy się znali od dawna, a jego obecność wpływała na mnie kojąco. Czegoś takiego nie czułam przy Piotrku. Zawsze miałam wrażenie, że muszę się bardzo starać, a on i tak jest ze mnie w jakiś sposób niezadowolony. Zachował się jak palant – Co myślisz o moim odcieniu włosów? – zagadnęłam mojego faceta kilka dni później, gdy oboje szykowaliśmy się do wyjścia i staliśmy obok siebie przed lustrem. – A co? Zmieniłaś? – spytał, nawet nie patrząc w moją stronę. – Nie. Ale czy sądzisz, że pasuje do mojej cery? – dopytywałam. – Chyba tak, nie wiem – lekko się skrzywił, bo prysnął sobie wodą po goleniu na zadrapanie przy szyi. – Co to w ogóle za pytania! Spieszę się, a ty mi tu głowę zawracasz! Był ewidentnie zirytowany. Spojrzałam na niego uważniej niż zwykle. To ma być odpowiedź zakochanego mężczyzny? Może dostrzegł w moim wzroku coś, czego się nie spodziewał, bo od razu się zmitygował. – Przepraszam, kochanie – nachylił się i pocałował mnie w policzek. – Pogadamy później o twoich włosach, bo jak się znowu spóźnię do roboty, to mnie stary zabije. Ale ja wcale nie wiedziałam, czy chcę z nim później rozmawiać o moich włosach. Machnęłam mu tylko ręką, gdy wychodził. Na myśl o nim zrobiło mi się ciepło na sercu Ruszyłam przez park do pętli tramwajowej. Postanowiłam nie dotykać dziś samochodu. Dzień był chłodny, ale słoneczny i bez wiatru. Stanęłam, żeby popatrzeć, jak na skwerku kłócą się sroki. Wyglądało na to, że jedna znalazła coś do jedzenia, a dwie inne chciały jej to zabrać. Była waleczna – broniła zdobyczy, szarżując na nie. Zdumiało mnie, jak sprytnie sobie z nimi poradziła: najpierw przypuściła zdecydowany atak, a gdy tamte trochę się wycofały, chwyciła swój skarb w dziób i odleciała. Nagle się ocknęłam: była dziewiąta, a ja stałam i obserwowałam ptaki, zamiast biec do roboty. Ale i tak się uśmiechnęłam. Spóźnię się… I co z tego? Nadrobię. Ciekawe, czy wpadłoby mi do głowy, żeby przejść przez park i przy okazji obejrzeć srocze show, gdyby nie opowieści Artura… Fajnie byłoby się z nim znów spotkać. Popatrzeć w łagodne, orzechowe oczy, nasycić wzrok jego pięknymi dłońmi… Wtedy, w piątek, kiedy wyraziście gestykulował, nie mogłam oderwać od nich wzroku. Mocne, męskie dłonie to było coś, co mnie bardzo kręciło. Piotr też miał ładne ręce, ale bardziej delikatne, trochę jak pianista. Jakby w odpowiedzi na moje myśli usłyszałam sygnał esemesa. To był Artur. „Czy tym razem ja mógłbym cię czymś ugościć? I obiecuję, że nie będzie to mrożona pizza”. Ten facet mnie podrywał. Serce zabiło mi mocniej z radości. Lecz nagle dotarło do mnie, że on nie ma pojęcia o istnieniu Piotrka. I chyba muszę mu o tym powiedzieć. Ale… może jeszcze nie teraz. To by głupio zabrzmiało. Jakbym go z góry uprzedzała, że między nami nic się nie wydarzy. A poza tym ja też nic o nim nie wiem. Znaczy, o jego życiu osobistym. Żony nie miał na pewno, niewątpliwie by o tym wspomniał. A może nie? „Dziękuję za zaproszenie – odpisałam. – Ale wystarczy dobra herbata, nie rób sobie kłopotu z gotowaniem”. „Pozwól mi zaszaleć. Co myślisz o ravioli z dynią i masłem szałwiowym?”. „Niełatwe zadanie…” – zauważyłam. „Podejmuję rękawicę – odpisał błyskawicznie. – Podaję adres: (…) Czekam na Ciebie w sobotę o Może być?”. Wcześniej się wściekałam, a teraz z ulgą pomyślałam, że Piotr znów ma dyżur. Przez cały piątek rozmyślałam nad tym, jak powinnam się zachować. To była dziwna sytuacja. Zdrada? Nie… Przecież to tylko spotkanie. A jednak czułam się nieswojo. Miałam dużo czasu do zastanowienia. Mój facet miał co prawda wolne, lecz jak zwykle cały dzień poświęcił swojej mamie. Najpierw wyciągnęła go na zakupy. Chciała wymienić wykładzinę w sypialni, więc zjeździli kilkanaście sklepów. Potem zaprosiła go na obiad. Oczywiście samego. – Kochanie, mama żałuje, że nie możesz przyjść, ale wpada siostra z dzieciakami i nie pomieścilibyśmy się przy tym malutkim stole… – powiedział, kiedy zadzwonił. – A może zrobimy sobie dziś wieczorem mały wypad do kina? – dodał szybko. Czemu nie? Lata nie byliśmy w kinie. – Dobrze. Pójdziemy potem coś zjeść? – Będzie już późno… Przecież wiesz, że w sobotę muszę być w pracy od rana. Film – obyczajowy, z wątkiem miłosnym – był tak nudny, że przez godzinę ziewałam. – Strata czasu – mruknęłam. – I ktoś za to wziął niemałą kasę. Wprost niebywałe. Chodźmy na spacer. Przewietrzymy się – zaproponowałam. – To kiepski pomysł – Piotrek znów próbował się wykręcić. – Zimno i wieje. – To włóż czapkę – poradziłam mu. Szliśmy przez skwer, noga za nogą Faktycznie trochę wiało, ale ten wiatr pachniał świeżością. Niósł ze sobą obietnicę deszczu, który miał spaść lada moment. – Czujesz? – spytałam podekscytowana. – Niby co? – odburknął, zły, że wyciągnęłam go w taką pogodę. – Co mam czuć? – Deszcz – odparłam. – Wisi w powietrzu. – Lepiej, żeby nie padało – mruknął. – Bo będzie plucha, i korki. – Jezu! – jęknęłam. – Dla ciebie szklanka jest zawsze w połowie pusta… Tylko wzruszył ramionami. Nie ciągnęłam wątku, bo w kupie liści przy ścieżce kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch. – Poczekaj! – zawołałam do Piotrka, który najwyraźniej jak najszybciej chciał mieć z głowy spacer, gdyż wystrzelił do przodu jak z procy. – Poczekaj, coś tutaj jest. Kucnęłam, rozgarnęłam liście. Czarny ptak. Prawdopodobnie wrona. Gdy w piątek goście wyszli, usiadłam przed komputerem i dokładnie obejrzałam sobie w internecie wszystkie krukowate. Kiedyś uznałabym, że to gawron, ale te miały potężne dzioby. Wrona była drobniejsza i nieco jaśniejsza. Wyciągnęłam w jej kierunku rękę. Ptak zatrzepotał zwisającym skrzydłem i wycofał się, jednocześnie próbując mnie dziobnąć. Widać było, że jest w kiepskim stanie. Stracił cześć puchu na głowie, był niemal łysy. – Piotrek – zawołałam jeszcze głośniej. – Chodź tutaj, znalazłam wronę. Wrócił niechętnie. Stanął za moimi plecami i przyglądał się ptaszkowi. – Co to jest? – spytał z odrazą. – Wrona – powtórzyłam, a czarna kupka piór jeszcze bardziej skuliła się w sobie. – Jest chora. Trzeba jej pomóc. – Jak pomóc? Nie znam się na ptakach – mój facet tylko się skrzywił. – Wiem. Ale nie możemy jej tak zostawić. – Daj spokój – prychnął. – Jak chcesz to zrobić? Weźmiesz ją do domu? Jeszcze się jakiegoś cholerstwa nabawisz… – No, nie wiem – mruknęłam. W samochodzie, który zostawiliśmy kilka metrów dalej, pod kinem, miałam tekturowe pudełko po butach. Nada się idealnie. – Zostań z nią tutaj – rzuciłam. – Pobiegnę po pudełko. Zaraz wracam. – Chyba żartujesz? – wytrzeszczył oczy. – Mam zostać z wroną, a ty gdzieś lecisz?! Pięć minut później byłam z powrotem. Ale za to Piotrka już nie było. Rozglądałam się wokół i wołałam go, lecz wyglądało na to, że sobie poszedł. Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że mnie tak zostawił. Palant. Po prostu zwykły palant. Delikatnie, przez stary podkoszulek, który zawsze woziłam w bagażniku, podniosłam przerażonego ptaka i schowałam go do pudełka. Pilnikiem do paznokci zrobiłam kilka dziurek w pokrywce. I od razu zadzwoniłam do Artura. W ogóle się nie zdziwił. Esemesem wysłał mi numer telefonu do swojego kolegi weterynarza, który specjalizuje się w leczeniu ptaków. „Jedź – napisał. – Zaraz też tam będę”. Wkrótce skrzydło zostało złożone, antybiotyk podany, a ptak napojony. Jeść nie chciał. Zapewne z powodu stresu. – Uratowałaś ją w ostatniej chwili – Artur spojrzał mi w oczy, a ja mogłam się z bliska przyjrzeć jego dobrej, poczciwej twarzy. – Mało kogo obchodzi wrona pod kupą liści. Pomyślałam o Piotrku. Wysłał esemesa: „Sorry, musiałem jechać, jutro od ósmej zaczynam operację. Na pewno sobie poradziłaś. Zadzwonię w południe”. „Nie dzwoń – odpisałam mu natychmiast. – Ani w południe, ani już nigdy”. Nie zasłużył nawet na to, żeby się z nim rozstać w bardziej cywilizowany sposób. – Czy ravioli z dynią aktualne? – spytałam Artura, który stał niepokojąco blisko mnie i roztaczał miłą woń świeżo wypranych ubrań oraz perfum na bazie piżma. – I masłem szałwiowym, rzecz jasna? – Oczywiście – potwierdził żarliwie. – Nic się w tej kwestii nie zmieniło. „A jednak bardzo dużo się zmieniło – pomyślałam. – I bardzo dobrze”. – Wspaniale. Już jestem głodna… Czytaj także:„Kochanka zostawiła mi naszego rocznego syna i zniknęła. Dostałem tylko list i dwie torby rzeczy dla Jaśka”„30 lat temu uciekłam od męża kata. Mój syn też znęca się nad żoną i synem. Czy to można przekazać w genach?”„Dałam im palec, ale zabrali całą rękę. Chciałam być babcia na medal, ale na Boga, mam też swoje życie”
Zastanawiasz się, czy twój ukochany odwzajemnia twoje uczucia i myśli o tobie poważnie? Zadaj mu te pytania! Czasami, nawet w najbardziej udanym związku, mogą nadejść chwile wątpliwości. Zwłaszcza, że nigdy nie możemy być w stu procentach pewni tego, co myśli i czuje druga osoba. Nawet, jeżeli nam się wydaje, że odwzajemnia nasze uczucia, w rzeczywistości mogą nadejść myśli, czy na pewno tak jest. Wiele kobiet zastanawia się też nad tym, czy ich partner myśli o nich poważnie i będzie chciał się oświadczyć i ustatkować. Żeby się w tym upewnić, warto zadać mu te pytania!Zobacz także: Faceci spod tych znaków zodiaku nie nadają się do związku. Ta 6 to najgorszy wybór!Po czym poznać, że facet myśli o tobie poważne? Zadaj mu te pytania!Okazuje się, że wystarczy kilka szczerych odpowiedzi, żebyś wiedziała, czy twój partner jest w stanie się ustatkować. Portal "Your Tango" przygotował listę pytań, które warto zadać w chwilach zwątpienia ukochanemu. Dzięki nim dowiesz się wszystkiego!Jakie to pytania?1. Jak wyobrażasz sobie naszą wspólną przyszłość?Jeżeli nie potrafi wyobrazić sobie dalszej przyszłości, to jeszcze nie jest takie złe. Gorzej, jeżeli nie widzi się koło ciebie już w najbliższe wakacje. Wspólne planowanie to jedna z podstaw trwałego Co sądzisz na temat małżeństwa?Jeżeli odpowie ci, że to głupota, będziesz wiedzieć, że nie chce wiązać się z nikim na stałe. Ludzie, którzy uciekają przed tego typu deklaracjami, w rzeczywistości nie chcą się angażować, nawet w długie relacje. 3. Czy twoi przyjaciele są w stałych związkach?"Kto z kim przystaje, takim się staje" - nie bez powodu ludowe mądrości znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jeżeli jego przyjaciele skupiają się przede wszystkim na przelotnych romansach, on także długo nie zagości u twojego Czy chcesz mieć dzieci?To fundamentalne pytanie, na które partnerzy powinni sobie szczerze odpowiedzieć, jeżeli myślą o sobie poważnie. Natomiast odpowiedzi typu: nigdy o tym nie myślałem, to zależy z kim itp., mogą świadczyć o tym, że nie traktuje cię jako tej jedynej. 5. Co myślisz o wspólnym mieszkaniu?Dla wielu ludzi jest to coś naturalnego - jeżeli się kochamy, jesteśmy w stanie ze sobą zamieszkać. Są jednak także takie osoby, które uciekają przed takimi "deklaracjami". Jeżeli on boi się wspólnego mieszkania, tym bardziej będzie się bał małżeństwa lub po prostu - stałego związku. Zobacz także: Chcesz sprawdzić, czy facet jest ci wierny? Wystarczy zadać mu 3 proste pytania Mężczyźni wskazali ubrania, które ich zdaniem nie pasują do żadnej damskiej stylizacji. Zobaczcie, o jakie elementy garderoby chodzi! Galeria Te ubrania zepsują każdą stylizację! A przynajmniej tak uważają faceci
Ze łzami w oczach zacząłem wkładać do walizki jego rzeczy. Piżama w lokomotywy, sweterki, dżinsy, ulubiony miś... Grażyna czekała w przedpokoju, szeptem wymieniając jakieś uwagi ze swoim kochankiem. Mój syn ma zamieszkać w domu jakiegoś obcego faceta? Dlaczego? Bo moja żona tak chce! Długo nie mogłem się z tym faktem pogodzić. Aż pewnego dnia... Rozwód był dla mnie szokiem – po ośmiu całkiem udanych latach moja żona Grażyna oświadczyła mi, że kogoś ma. – Przenoszę się do Jerzego i zabieram ze sobą Michałka – usłyszałem. – Wynieść się możesz, choćby dzisiaj, ale dziecka nie weźmiesz! – krzyknąłem, kompletnie wytrącony z równowagi. Siedzieliśmy przy kuchennym stole Parę minut wcześniej zacząłem dyskusję o spłatach kredytu i wtedy Grażyna wyjechała z tym rozwodem. Najbardziej wkurzał mnie fakt, że niczego nie zauważyłem – wychodziło na to, że żona od miesięcy przyprawiała mi rogi, a ja o niczym nie miałem pojęcia! Wstałem, gwałtownie odsuwając krzesło. Grażyna chyba się przestraszyła. I dobrze. – Olek, przecież i tak sąd przyzna opiekę nad Michałem mnie! – powiedziała po chwili. – To się jeszcze okaże! – krzyknąłem. – Chyba nie zamierzasz walczyć ze mną o dziecko? Przecież ty całymi dniami pracujesz, nie byłbyś w stanie się nim zająć – wyrzuciła mi Grażyna. Odpowiedziałem, że nie pozwolę, żeby mój syn zamieszkał z jakimś obcym facetem, ale żona nie zamierzała ustępować. – Wyprowadzam się, Olek. Nie możesz mi tego zabronić. A Michałek przenosi się ze mną. Zacisnąłem ręce w pięści, z ponurą miną przyglądając się krzątaninie żony. Kręciła się po mieszkaniu pakując drobiazgi naszego sześcioletniego syna i zdałem sobie sprawę, że wygląda na wyjątkowo rozpromienioną. – Co to za facet?! – zapytałem, kiedy wyjmowała z szafy podróżną torbę. – Jerzy. Poznaliśmy się w pracy. Olek, nie planowałam tego, nie chciałam. Po prostu się zakochałam – rozpłakała się Grażyna. – Wzruszające! Tylko czemu zabierasz mi syna? – Będziesz go przecież widywał, zawsze możesz... – Nie pozwolę ci zabrać Michałka! – wszedłem jej w słowo. – Sama możesz się wynieść choćby zaraz, ale dziecko zostaje! Zajmie się nim moja mama. Chcesz naszego syna? Poczekaj chociaż do rozwodu! – Dobrze – ku mojemu zaskoczeniu Grażyna zgodziła się ze mną i jeszcze tego samego wieczoru wyprowadziła się do kochanka. Sama. Zostałem z synem – przeniosła się do nas moja mama i jakoś sobie radziliśmy Młody tęsknił za Grażyną, jednak chyba cieszyły go te nasze nowe, męskie obyczaje. Lody na śniadanie, chrupanie chipsów w łóżku, wypady na ryby – żona nigdy nie dawała młodemu zbyt wiele swobody, więc obecnie żył jak w raju. Niestety – minęło kilka miesięcy i dostaliśmy rozwód, a Grażyna przyjechała z tym swoim fagasem po mojego syna. – Olek, nie rób scen. Będziesz mógł go widywać, nie zamierzam robić ci trudności – szepnęła Grażyna. – Aha, nie zamierzasz robić mi trudności? To szalenie miło z twojej strony – ironizowałem. – Po prostu go spakuj – powiedziała. Co było robić? Ze łzami w oczach, ciesząc się, że młody jest u mojej mamy, zacząłem wkładać do walizki jego rzeczy. Piżama w lokomotywy, sweterki, dżinsy, ulubiony miś... Grażyna czekała w przedpokoju, szeptem wymieniając jakieś uwagi ze swoim kochankiem. Miałem ochotę podejść i dać mu w zęby, wiedziałem jednak, że takim zachowaniem sam bym sobie zaszkodził – w końcu niestabilny emocjonalnie ojciec, to żaden wzór dla sześciolatka. A skoro mogło się skończyć nawet walką o dziecko w sądzie... Wziąłem głęboki wdech i postawiłem w przedpokoju walizkę – Słuchaj, wiem, że to niezręczna sytuacja, ale skoro już się widzimy... Jestem Jerzy – powiedział nagle on i wyciągnął do mnie rękę. – Aleksander – mruknąłem i kompletnie zignorowałem jego wyciągniętą dłoń. Chrząknął wyraźnie speszony, schował rękę do kieszeni i zapatrzył się w czubki swoich butów. „Dupek i mięczak” – pomyślałem z nienawiścią. Chwilę później, wyjmując z szafy kurteczki syna, przyjrzałem mu się uważniej. Wyglądał na porządnego faceta – szczupły, krótko obcięty szatyn w okularach. „Ale kto go tam wie?” – skrzywiłem się. – Nie musisz się fatygować. Odbierzemy Michałka prosto od twojej mamy – powiedziała Grażyna, gdy wychodzili. – Chciałbym się z nim pożegnać – zaprotestowałem. – Po co? Przecież widzicie się w sobotę! Nie zamieniaj tego wszystkiego w jakiś łzawy dramat, Olek! – krzyknęła Grażyna. Nie odpowiedziałem, bo dosłownie się we mnie gotowało – Cześć – powiedziała tymczasem moja była żona i zamknęła za sobą drzwi kluczem, którego wciąż mi nie oddała. Z czystej złośliwości, dwa dni później zmieniłem zamki, jednak fakty wciąż były niezmienne – mój ukochany, sześcioletni syn zamieszkał pod dachem praktycznie obcego faceta! Pierwszy samotny wieczór był koszmarny – wypiłem cztery piwa i zasnąłem na fotelu, w pokoju syna. Obudziłem się w środku nocy, w pierwszej chwili myśląc, że mały jest chory, a ja czuwam przy jego łóżku. I dopiero jakąś minutę później dotarło do mnie, że Michałek śpi w nowym mieszkaniu, a mnie już zawsze będą musiały wystarczać te nasze krótkie, weekendowe spotkania... Dzień później, parę minut po dwudziestej drugiej, pojechałem do centrum. Wiedziałem już, że cały ten cholerny Jerzy pracuje z moją żoną Grażyna była menedżerem w jednej z drogich, modnych restauracji. Zaparkowałem samochód w pobliżu niewielkiego parku i pieszo ruszyłem w stronę wąskiego, brukowanego zaułka. Restauracja była pełna – wiedziałem, że w piątkowy wieczór na stolik bez wcześniejszej rezerwacji czekało się ponad pół godziny. Przeszedłem się pod oknami, zajrzałem do środka. Nigdzie ani śladu Jerzego. Czego właściwie od niego chciałem? Nie wiem... Może pogadać? A może po prostu w końcu dać mu w mordę? Zasłużył sobie! Przecież musiał wiedzieć, że Grażyna jest mężatką, że ma małe dziecko... „Zakochali się w sobie, też mi usprawiedliwienie!” – piekliłem się w duchu. Przed dwudziestą trzecią lokal zaczął pustoszeć. Obszedłem restaurację i zaczaiłem się na jej tyłach – w ciasnym, wąskim podwórzu. Liczyłem na to, że Jerzy wymknie się na papierosa. Wiedziałem, że pali i mogłem tylko mieć nadzieję, że nigdy nie robi tego przy moim dziecku. Oparłem się o spiętrzone drewniane skrzynki i zapatrzyłem się w ciężkie, metalowe drzwi od kuchni lokalu, kiedy w wąskim przejściu na podwórze pojawiło się trzech rosłych, zakapturzonych mężczyzn. – Ty, gościu, patrz jaki jeleń nam się napatoczył! – zarechotał jeden z nich. Zanim w ogóle zorientowałem się, co jest grane, wszyscy trzej ruszyli w moją stronę – Dawaj portfel, tatuśku – warknął najwyższy z nich i pchnął mnie na beton. Rozwaliłem sobie łokieć, ale wściekłość na Jerzego urosła teraz do czystej furii. Chwyciłem za leżącą na ziemi deskę i rozkwasiłem gościowi nos. – Oż ty, gnoju jeden! – krzyknął, ruszając na mnie z pięściami. Nie wiem, ile czasu się z nimi biłem i co właściwie by się ze mną stało, gdyby nagle nie otworzyły się drzwi od zaplecza restauracji i ktoś nie przyszedł mi z pomocą. Dobrze się bił – od razu zwalił tego z grubym karkiem i zabrał się za okładającego mnie pięściami dresa. Parę minut później gnojki, które mnie napadły czmychnęły z podkulonymi ogonami, a ja zorientowałem się, że z pomocą nie ruszył mi żaden z młodych kucharzy, ale... Jerzy. On też dopiero teraz mnie poznał. – Aleksander? Co tu robisz? – zdziwił się, nieporadnie usiłując zatamować lejącą się z nosa krew. – Sam nie wiem... Chyba chciałem dać ci w mordę. – Już dostałem – zażartował. – Chodź, wypijemy jakieś piwo. Jasne, że wciąż jesteś na mnie zły, ale chodzi o Michałka. Nie powinniśmy skakać sobie do gardeł za każdym razem, kiedy się spotkamy – powiedział nowy facet Grażyny. Zawahałem się, ale nie ustąpił – No chodź, Grażyny dzisiaj nie ma w pracy. Napijemy się, pogadamy jak facet z facetem. Tylko z tym mordobiciem poczekaj na inną okazję, co? Dzisiaj solidnie już oberwałem. – Czemu właściwie mi pomogłeś? – zdziwiłem się. – Po pierwsze, nie miałem pojęcia, że to twój tyłek ratuję z opresji. Strasznie tu ciemno. A po drugie, mieliśmy już w ostatnich tygodniach kilka napadów w okolicach restauracji i zrobiliśmy się czujni. W naszym interesie jest wygonienie stąd tych bandziorów, bo obrabiają nam klientów – wzruszył ramionami. Usiedliśmy przy piwie. Ku mojemu zdumieniu rozmowa nawet nam się kleiła. On opowiedział mi, jak poznał Grażynę i przez ile czasu się wahał, żeby w ogóle coś z nią zaczynać. Ja zwierzyłem mu się ze swoich obaw odnośnie mojego syna. – Nienawidzę myśli, że Michałek mieszka z obcym facetem – powiedziałem. – Wyobrażam sobie, stary. Z mojej strony mogę ci jednak obiecać, że nie stanie mu się żadna krzywda. To świetny dzieciak, naprawdę go lubię. To co? Rozejm? – zaproponował i wyciągnął do mnie rękę. Tym razem ją uścisnąłem. Jasne – to jeszcze nie przyjaźń, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tamtego wieczoru narodziła się między nami jakaś nić porozumienia. Na początek dobre i to. Najważniejsze, że z Jerzego całkiem porządny gość. Nie taki znowu dupek, jak wcześniej myślałem. Aleksander, lat 34 Czytaj także: „Miałam oddać szpik swojemu siostrzeńcowi, kiedy… zaszłam w ciążę. Musiałam dokonać przerażającego wyboru” „Mój mąż myślał tylko o pracy i pieniądzach. Doszło do tego, że nasz syn chciał mu… zapłacić, żeby spędzał z nim czas” „Rodzice nigdy się mną nie interesowali. Zarabiali góry pieniędzy i myśleli, że to wystarczy. Pozwałam ich o alimenty”
Įdomybės Reading 3 minViews by May 12, 2022 – Paweł, gdzie się podziały banany? – Mówię do męża. – Zjadłem je, bo miałam na nie ochotę. – Nie mogłeś zostawić chociaż jednego na podwieczorek dla syna? – Po prostu problem rozdmuchany. Jakby w sklepie nie sprzedawali bananów. – Więc idź i kup kilka. – Mam mecz piłki nożnej. Jak mogę iść? W naszej rodzinie tak się dzieje cały czas: twarożek, ciastka, jabłka. Muszę nawet chować jedzenie, bo przy takim ojcu mój syn może być głodny. Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Nasz syn niedługo skończy dwa lata. Mamy kredyt hipoteczny, więc wiesz, że pieniądze są ograniczone. Mój mąż uważa, że jest żywicielem rodziny, bo dał nam mieszkanie. W rzeczywistości sprzedał swoje jednopokojowe mieszkanie, żeby zrobić zaliczkę, ale moi rodzice też pomogli. Moja mama uważa, że Paweł jest prawdziwym egoistą. Trochę się z nią zgadzam. Pewnego dnia przygotowywaliśmy się do przyjęcia urodzinowego. Ja gotuję, żeby poczęstować gości, a on ciągle biega pod nogami i opróżnia talerze. Najgorsze było to, że dorwał się też do tortu. Zostawiłam go na balkonie, bo w lodówce nie było miejsca. Przyniosłam go do kuchni, żeby pokroić, patrzę, a tam został kawałek pokrojonej i udekorowanej czekolady. Wyobraźcie sobie, jaka byłam zażenowana. To się zdarza cały czas. Owszem, on zarabia, ale jakoś da się to wszystko sensownie poukładać, pomyśleć o innych. On ma jedną wymówkę: “Kupimy to, nie martw się!”. Ok, nie dba o mnie, ale jak można nie dbać o swoje dziecko? Zwłaszcza że nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, a ja na coś liczę. W ciągu tygodnia możemy zjeść zapas jedzenia na miesiąc. – Dlaczego się go czepiasz? To jest człowiek, niech je. Zarabia pieniądze. A ty nie miej do niego pretensji, tylko gotuj więcej – broni go teściowa. Ciekawe jest to, że choćbyś nie wiem ile gotowała, on i tak nie będzie miał dość. Zje wszystko. Nie ma mowy o kupowaniu więcej – i tak musimy spłacać kredyt hipoteczny, kupować ubrania i inne artykuły gospodarstwa domowego. Ogólnie rzecz biorąc, powiedziałam mężowi, że jeśli jeszcze raz to zrobi – rozwiedziemy się. Podzielimy się mieszkaniem i będziemy żyć każdy swoim życiem. On się na mnie obraził, poskarżył się matce. Teściowa już nawet nie chce ze mną rozmawiać. A ja myślę, że mam rację. Co o tym sądzisz?
POP123Member Tematów: 3Odp.: 2Początkujący WITAM WAS JA MYSLE ZE TO FAJNE FACET W RAJSTOPACH A WIECIE CZEMU ZAWSZE SIE FACET UBIERALW KALESONY A TO NIE WYGODNE JA TAM UWIELBIAM RAJSTOPY BOS FAJNIE ROBIONE I MILE W DOTYKU SAMA NAZWA MOWI „RAJ STOPY” WIEC NIE MOZEMY ZABRANIAC CHLOPCA RAJSTOP NIECH SPRUBJA TAKIEGO MILEGO UCZUCIA JAK RAJSTOPY 😀 WarnGirlMember Tematów: 50Odp.: 4672Guru Facet w rajstopach??? 😆 Czegos takiego nie chciałabym zobaczyc nigdy w zyciu!Rajstopy sa dla kobiet,tak jak bokserki dla ja sama nie preferuje rajstop,wole ponczochy,bo są wygodne i…sexi 😉 23 września 2007 at 09:45 rajtuzy5Member Tematów: 0Odp.: 15Bywalec Witam. Czy kobiety tylko umią wyżmiewać facetów,a co kobiety potrafią robić to nie jestem po żlubie już 25 lat i noszę rajstopy,powiedziałem zonie przed żlubem ze noszę rajstopy i jak chce to może wyjżć za mnie. Do dzisiaj noszę i moja męskożć nie ucierpiała bo mam 3 córki i 1 syna,jeżeli chodzi o łóżko to chyba nie jest żle skoro jestem ze swoją małżonką tyle dzikie i nie wykształcone polskie kobiety potrafią się żmiać z kogoż a same nic nie są warte,potrzebują faceta co ma dużo kasy samochód i spełniał ich potrzeby na życzenie w same nic nie warte mjłode dziewczyny,jeżeli chcą wyżmiewać drugiego to niech najpierw na swją posturę bym nie dopużcił do tego aby kobieta mnie ubierała i kazała założyć co ona chce,myżlę że każdy facet porządny i inteligentny nie założy że polskim kobietom jeszcze dużo brak predyspozycji aby były nazywane one same pokażą szcunek i kulturę to napewno mężczyżni to też potafią. Pozdrawiam iżyczę polskim kobietom rozumu i szcunku. Wacław. 23 września 2007 at 09:53 KajzerkaMember Tematów: 0Odp.: 53Stały bywalec Ja się szczerze mówiąc poprostu nie spotkałam z mężczyznami w rajstopach. Może w dzieciństwie jak koledzy nosili, ale to tylko tyle. Uważam, że to kwestia osoby i relacji partnerskich 🙂 Pozdrawiam również 🙂 23 września 2007 at 09:55 mia1980Member Tematów: 26Odp.: 1222Maniak ale to mowa o takich cienkich rajstopkach… bo jesli tak to dziwnie by t wygladało jesli facetowi na stopach bylo widac taka rajstopke. No ale jesli o jakies grubsze takie typowo na zime zamiast kaleson to czemu nie. Nie jestem facetem ale mysle ze takie typowe kalesony są niezbyt wygodne, sa szerokie co sprawia że czasem nieładnie sie ukladaja spodnie no i pewnie nogawki sie podwijają przy zakładaniu spodni. Ja bym stawiała tez na takie obcisłe getry… co mi tam co nosi facet pod portkami byle to było czyste i niedziurawe a jemu zeby było wygodnie i ciepło 23 września 2007 at 10:06 rajtuzy5Member Tematów: 0Odp.: 15Bywalec Witam. Mnie chodzi o zimowe od 60Den do 100Den,tym bardziej że teraz nosić można już jak nie ma to można i damskie pod spodnie,ale myżlę że teraz jest dostęp do męskich jeżeli ktoż chce. Pozdrawiam 25 października 2007 at 10:35 martyna1Member Tematów: 14Odp.: 306Pasjonat Witam! 🙂 Prawda jest taka, że rajstopy oryginalnie nie należały do kobiet. Wiele lat temu (a włażciwie wieków) nosili je mężczyźni i oni byli pierwsi. I wtedy były oznaką wysokiego urodzenia, prestiżu. Dopiero w XIX wieku mężczyźni odstąpili je kobietom i tak to już zostało 🙂 Aż do tego stopnia rajstopy stały się domeną kobiet, że noszenie ich przez mężczyzn może wydawać sie żmieszne:) 25 października 2007 at 13:50 Cóż, jakby mój S chciał to chyba bym parsknęła żmiechem, dla mnie to strasznie niemęskie. 25 października 2007 at 15:45 FifiMember Tematów: 1Odp.: 41Bywalec Faceci w rajstopach,hmm to troche niemęskie ale za to im sobie noszą,na zdrowie. 🙂 25 października 2007 at 16:25 @Fifi wrote: Faceci w rajstopach,hmm to troche niemęskie ale za to im sobie noszą,na zdrowie. 🙂 Byle nie mój:) 25 października 2007 at 18:29 baby22Member Tematów: 16Odp.: 319Pasjonat Jeżli mój by mi ożwiadczył, że będzie nosił rajstopy to chyba pomyżlałabym że ma coż nie tak pod sufitem 🙄 Niemęskie zdecydowanie 25 października 2007 at 19:28 @baby22 wrote: Jeżli mój by mi ożwiadczył, że będzie nosił rajstopy to chyba pomyżlałabym że ma coż nie tak pod sufitem 🙄 Niemęskie zdecydowanie otoż to 27 października 2007 at 18:55 rajtuzy5Member Tematów: 0Odp.: 15Bywalec Witam. Jak czytam wasze narzekania to myżlę że to kobiety z XIX wieku. Wyrazy współczucia jeżli macie mężów to im współczuje,dlaczego chcecie żądzić czyimż ubiorem. 28 października 2007 at 17:25 mrowkaMember Tematów: 50Odp.: 764Zasłużony ja tam nic nie miałabym przeciwko jak by moj facet chodził w rajstopach jezeli miało by mu byc ciepło to czemu nie:) 28 października 2007 at 17:42 @rajtuzy5 wrote: Witam. Jak czytam wasze narzekania to myżlę że to kobiety z XIX wieku. Wyrazy współczucia jeżli macie mężów to im współczuje,dlaczego chcecie żądzić czyimż ubiorem. Nie kwestia rządzenia, ale chyba możemy mieć własne zdanie na ten temat.
moj facet mysli o innej